Reklama

Nocne wyścigi w Warszawie. Nie ma kar, nie ma przepisów. Jest problem

Nie ma zmian w przepisach, które jesienią zapowiedziało ministerstwo. Prokuratura i policja umorzyły sprawy społeczników wytoczone przeciw organizatorom nielegalnych wyścigów. Problem wróci? - Niestety jestem przekonany, że za chwilę pojawi się kolejny Łukasz Ż., który ścigając się po prostu kogoś zabije - grzmiał Jan Mencwel, radny z Miasto Jest Nasze.
Akcja Ciche Miasto, która odbyła się jesienią.
Akcja Ciche Miasto, która odbyła się jesienią.

Autor: mat. pras. / Komenda Stołeczna Policji

W październiku ubiegłego roku społecznicy z Miasto Jest Nasze, złożyli zawiadomienie do prokuratury. Chodziło o grupę Warsaw Night Racing, która ich zdaniem, bez zezwolenia, z pogwałceniem zasad bezpieczeństwa, organizowała w Warszawie nielegalne wyścigi. 

Był to moment, gdy w sieci pojawiały się setki filmików z nocnych wyścigów, w tym jeden, który przedstawiał blokowanie trasy S8. Policja, pod presją aktywistów i mieszkańców, zaczęła prowadzić regularne kontrole. Do historii przejdą „urodziny” wspomnianej grupy, podczas których nad głowami uczestników latał policyjny helikopter. Wlepiono wtedy mandaty na 123 tys. zł. 

Okazuje się, że prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie organizacji nielegalnych wyścigów. To nie wszystko. 

- Policja odmówiła także działań wobec pogróżek, które były skierowane wobec mnie oraz innego członka naszego stowarzyszenia, Filipa Pietrzaka. I również nie możemy liczyć na wsparcie organów państwa. To pokazuje, że mamy kompletnie dziurawe prawo, które po prostu przyzwala na patologiczne zachowania, na terroryzowanie mieszkańców. I to musi się jak najszybciej zmienić – zaapelował Jan Mencwel, radny miejski Miasto Jest Nasze.

Przepisów „nie ma i nie będzie”?

Już jesienią ubiegłego roku w wielu rozmowach policjanci przyznawali, że brakuje odpowiednich przepisów, by walczyć z organizatorami i uczestnikami nielegalnych wyścigów. Niestety, mimo zapowiedzi resortu, wciąż brakuje odpowiednich regulacji. O to między innymi upomina się Miasto Jest Nasze.

- Idzie wiosna, niedługo żonkile zakwitną w naszym mieście. A wraz z zakwitnięciem żonkili na nasze ulicy wyjadą „patusy”, którzy w stuningowanych furach będą uprzykrzać nam wszystkim życie – mówi Eryk Baczyński, przewodniczący Miasto Jest Nasze.

W związku z tym społecznicy złożyli pismo skierowane w Adama Bodnara, ministra sprawiedliwości, w którym przypominają, że na konferencji 11 listopada 2024 roku zobowiązał się do stanowczego działania wobec organizatorów nielegalnych wyścigów. Zapowiedziano wtedy zmianę prawa.

- Mieliśmy mieć nowe przepisy, w których znajdzie się oddzielne przestępstwo: organizacja nielegalnych wyścigów. Karani mieli być również uczestnicy i bierni świadkowie tych wydarzeń. Te przepisy do dzisiaj nie weszły w życie – ubolewał Jan Mencwel. - Niestety jestem przekonany o tym, że za chwilę pojawi się kolejny Łukasz Ż., który po prostu zabije kogoś ścigając się ze swoimi kumplami stuningowaną furą i nie patrząc w ogóle na ludzkie życie. Bez nowych przepisów nie poskromimy skutecznie tej patologii. 

Jakie zmiany w przepisach? MJN wylicza 

- Nielegalne wyścigi to jest ogromne zagrożenie dla mieszkanek i mieszkańców Warszawy. Pamiętajmy, że Łukasz Ż., zanim zabił ojca rodziny, wcześniej ścigał się ulicami miasta – mówił Marcin Chlewicki, ekspert MJN do spraw BRD. Następnie przedstawił zmiany, które zdaniem społeczników powinny zostać wprowadzone.

To:

  • automatyzacja pomiaru prędkości (czyli więcej fotoradarów),
  • odcinkowe pomiary prędkości,
  • przekazanie samorządom prawa do ich budowy.

Jak podawał Chlewicki, mimo że o podobne zmiany apelował prezydent Rafał Trzaskowski, nie znalazły się na liście rozwiązań rządowego projektu zmian w prawie. 

- Wyścigi i hałasy, które dobiegają z ulic, wiążą się z dużymi konsekwencjami zdrowotnymi. Światowa Organizacja Zdrowia jasno wskazuje, że hałas jest zaraz po smogu najbardziej degradującym czynnikiem naszej zdrowia. Dobrze wiemy, bo zweryfikowaliśmy to na Podkomisji Sejmowej Zdrowia Publicznego, że ani Ministerstwo Zdrowia, ani Ministerstwo Infrastruktury nie odnajduje problemu hałasu jako priorytet – ubolewała radna Marta Szczepańska z Miasto Jest Nasze. 

Jak dodała Szczepańska - w Polsce powinno korzystać się z technologii, która sprawdziła się m.in. we Francji, gdzie istnieje automatyczna kontrola hałasu. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

NAPISZ DO NAS

Masz temat dotyczący Warszawy? Napisz do nas. Zajmiemy się Twoją sprawą.

Reklama
Reklama