Warszawska SPPN jest nierentowna? Sprawdzamy
Niedawno w przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, jakoby zyski z warszawskiej Strefa Płatnego Parkowania Niestrzeżonego (SPPN), w większości szły na utrzymanie samej strefy. Ok. 200 mln zł rocznego dochodu byłoby wydawane na obsługę samej SPPN. Mowa tutaj o kosztach umiejscowienia, serwisu i utrzymania parkometrów, projekt i oznakowanie organizacji ruchu czy wreszcie o pensjach samych urzędników, obsługujących strefę.
„SPPN powinny wspierać budżet miasta, aby samorząd posiadał dodatkowe środki na remont ulic” - argumentowali komentatorzy.
Nie obyło się też bez sugestii, jakoby cała SPPN była jedynie mechanizmem, za pomocą którego urzędnicy mogą napychać sobie kieszenie pieniędzmi. Jednak czy to prawda? Zdecydowaliśmy się sprawdzić.
Po pierwsze okazuje się, że przytaczana wielokrotnie suma ok. 200 mln zł, jako dochód z tytułu SPPN, jest zdecydowanie za mała. Sięgając m. in. po Raport Roczny za rok 2024, dokument regularnie publikowany przez warszawski Zarząd Dróg Miejskich, okazuje się, że wpływy z SPPN wyniosły ponad 266,6 mln zł. Na tę kwotę składają się kolejno:
- 195,6 mln zł z opłat postojowych;
- 61,7 mln zł z opłat dodatkowych;
- 4,7 mln zł z opłat zryczałtowanych za postój w miejscach zastrzeżonych,
- 3,5 mln zł z abonamentów mieszkańca;
- oraz 1,7 mln zł za parkingi podziemne.
Ciekawostką może być fakt, że ponad 100 mln zł za opłaty postojowe jest dokonywane za pomocą aplikacji mobilnych. Gotówka regularnie od lat stanowi coraz mniejszy procent.

Po drugie koszty utrzymania obecnej SPPN, przypomnijmy, zajmującej nieco ponad 10 proc. powierzchni Warszawy. Zgodnie z budżetem ZDM-u, koszt utrzymania SPPN w 2024 roku zamknął się sumą nieco ponad 28,5 mln zł. W głównej mierze są to opłaty wynikające z umowy z operatorem strefy. Do tego należy także doliczyć, zapisywany osobno, koszt utrzymania dziewięciu aut do e-kontroli i systemów informatycznych pomocnych w windykacji, przesyłaniu danych z e-kontroli czy e-sklepu z abonamentami. W sumie jest to 1,5 mln zł, co razem daje ok. 30 mln zł kosztów obsługi SPPN.
- Nawet gdyby przychody i koszty SPPN wychodziłyby mniej więcej na zero, i tak warto byłoby rozszerzać strefę, ponieważ jej cel jest zupełnie inny, niż zarabianie pieniędzy. Na szczęście patrząc na liczby nie musimy wybierać między zyskiem, a dobrem mieszkańców - komentuje Jakub Dybalski, rzecznik prasowy ZDM-u
Do wspomnianej wcześniej kwoty niektórzy wliczają także 12 mln zł, czyli sumę pensji urzędników zajmujących się SPPN. Zdaniem ZDM-u, wliczanie wypłat jest błędem.
- Do kosztów SPPN nie wliczamy wysokości pensji, ponieważ nie można oddzielić zajmowania się strefą, od innych obowiązków urzędników. Pracownicy wydziału parkowania mają pełne ręce roboty i bez obowiązków wynikających z SPPN. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że gdyby nie strefa, ZDM miałby mniej urzędników. Jak nazwa wskazuje, zajmujemy się zarządzaniem miejskimi drogami, nie tylko miejscami parkingowymi — dodaje Dybalski.
Jaki jest cel SPPN?
W opinii ZDM-u SPPN to narzędzie, które wprowadza się w konkretnym celu, czyli jak najlepszego wykorzystania istniejących miejsc postojowych.
- Opłaty za postój — w takim modelu, jaki funkcjonuje w Warszawie — skłaniają kierowców do krótszego postoju, dzięki czemu zwiększa się rotacja i łatwiej jest znaleźć wolne miejsce do zaparkowania. Każdy z nas zna przykład auta, które na jednym miejscu potrafi stać tygodnie, a nawet miesiące. SPPN oczywiście stawia w pozycji uprzywilejowanej mieszkańców, kosztem „przyjezdnych” - argumentuje rzecznik zarządu.
Opinię tę zdają się coraz częściej podzielać także zwykli warszawiacy, którzy po wprowadzeniu SPPN, chociażby na Saskiej Kępie, odczuli znaczącą — pozytywną — różnicę. Obecnie ZDM przygotowuje się do rozszerzenia strefy także na okolice Okęcia oraz Mordoru, co nastąpi najpewniej w 2026 roku. Interesujące może być to, że najbardziej zainteresowani SPPN mają być nie mieszkańcy Mokotowa czy Włoch, a Bielan i Woli (zwłaszcza Odolan), co potwierdzają nam sami burmistrzowie dzielnic, do których spływa wiele apeli mieszkańców.
Mieszkańcy Ursynowa złożyli petycję o SPPN
Dodatkowo niedawno do Urzędu Miasta spłynęła petycja ze strony mieszkańców Ursynowa. Chcą oni, aby SPPN objęła teren w okolicy stacji metra Kabaty i Natolin. Brak parkingów Park & Ride przy tych stacjach powoduje, że osoby dojeżdżające do Warszawy zostawiają swoje samochody na okolicznych, osiedlonych ulicach. Obecnie mogą to robić bezpłatnie, co sprawia, że oszczędzają kosztem mieszkańców dzielnicy. Sytuacja ta jest szczególnie dotkliwa w ciągu dnia, gdy mieszkańcy są zmuszeni konkurować o miejsca z przyjezdnymi.
Co więcej, niedawne rozszerzenie Strefy Płatnego Parkowania na część Mokotowa zdaniem autorów petycji jedynie pogorszyło sytuację na Ursynowie. Kierowcy, którzy wcześniej zostawiali swoje pojazdy w rejonie Służewca czy Wyścigów, teraz przenieśli się na Kabaty i Natolin, powodując jeszcze większe trudności.
Miasto samo zdaje sobie sprawę z problemu, ponieważ na stacji metra Kabaty zdecydowano się na utworzenie strefy Kiss & Ride. Jednak rozwiązanie to dotyczy jedynie osób odwożonych na metro, podczas gdy liczba osób przyjeżdżających własnym samochodem i parkujących na cały dzień jest znacznie większa. Oznacza to, że problem wciąż pozostaje nierozwiązany.
„Chcielibyśmy podkreślić, że Strefa Płatnego Parkowania nie musi obejmować jednego spójnego obszaru. W pełni uzasadnione byłoby objęcie SPPN jedynie rejonu w promieniu 2 km od każdej ze stacji metra Kabaty i Natolin. Takie rozwiązanie skutecznie ograniczyłoby problem masowego parkowania przez osoby spoza dzielnicy, jednocześnie pozostawiając pozostałe części Ursynowa poza strefą” - czytamy w petycji.
Biorąc pod uwagę plany ZDM-u oraz zainteresowanie samych mieszkańców, trudno nie ulec wrażeniu, że obecne granice SPPN będą się w następnych latach jedynie powiększać — i to znacznie.
Napisz komentarz
Komentarze