Skończył się sezon spacerów po ruinach Pałacu Saskiego. To trzeci rok, gdy przewodnicy opowiadają o tym, jak kiedyś wyglądało to miejsce. Rozmawiamy z osobami, które pracowały jako przewodnicy oprowadzający po ruinach Pałacu.
Jak słyszymy, mimo konieczności rezerwacji, wiele osób chciało dołączyć „z marszu”. Oglądały ogrodzoną przestrzeń i dopytywały, co tam powstanie. - Jest coś pociągającego w tym co zakryte i nieznane. Poza tym jest to intuicyjne „serce Warszawy”, od wieków działy się w tu ważne rzeczy – przekonuje Piotr Czerwiński, przewodnik oprowadzający po ruinach Pałacu Saskiego.
Co zwiedzający sądzą o odbudowie?
Przewodnicy jako zaznaczają, że ich rolą jest opowiedzenie o historii tego miejsca, a niekoniecznie o przyszłości. Wśród odwiedzających zdarzają się osoby chętnie mówiące o odbudowie, ale także sąsiedzi, którzy chcą opowiedzieć swoją historię.
- Bardzo często przychodzą ludzie, którzy mieszkają obok. Mało z nich pamięta Pałac Saski, choć takce też się zdarzają. Przyjeżdżają osoby będące rodzinami, potomkami tych, którzy pracowali w Pałacu w dwudziestoleciu międzywojennym - mówi Marta Gawryluk, przewodniczka miejska.
A co mówią o odbudowie?
- Zazwyczaj jedna, dwie osoby na grupę około trzydziestu argumentują, że są przeciwne odbudowie. Bo: po co wydawać pieniądze, albo nie podoba im się projekt. Tylko to nie są dyskusje na te spacery, nie wprowadzamy w tę tematykę, choć jesteśmy już do nich przyzwyczajeni. Dajemy się takim osobom wygadać. Ale tak samo jest wszędzie, gdzie oprowadzamy np. na Starym Mieście - dodaje Gawryluk.
- Mam wrażenie, że liczba przeciwników topnieje. Jak ludzie dowiadują się o wartości historycznej tego miejsca, to rozumieją, że odbudowa to naturalna potrzeba. Żeby przywrócić pamięć o wydarzeniach i o postaciach – mówi z kolei Piotr Czerwiński.
Całą rozmowę można zobaczyć tutaj:
Napisz komentarz
Komentarze